Witam wszystkich czytelników. Chciałbym w tym Blogu opowiedzieć Wam swoją historię po to aby każdy z Was mógł sam ocenić czy oskarżenia które padają pod moim adresem są słuszne i czy to moje zachowanie jest złe. Uważam że osobiście nie mam się czego wstydzić, a wstydzić powinny się osoby, które kreują swoją rzeczywistość, która nijak się ma do prawdy. Wierzę też, że moje dzieci kiedyś może odczytają to co tu zostanie zapisane i same ocenią czy to tata je zostawił czy zostały mu odebrane.
INFORMACJA DLA CZYTELNIKÓW, NAJNOWSZE WPISY POJAWIĄ SIĘ NA GŁÓWNEJ STRONIE, HISTORYCZNE NA NOWEJ ZAKŁADCE.
WPIS WYKONANY: 21.04.2026
Minęło sporo czasu od mojego wpisu, ale jakoś nie mogłem zebrać się do pisania. Jak obiecałem, dziś opiszę działania sądów dotyczące mojej walki o kontakt z dziećmi.
Jak zapewne pamiętacie z wcześniejszych wpisów, sąd w Mielcu odrzucił w pełni oskarżenia "J" pod moim adresem. Według sądu w Mielcu nigdy nie znęcałem się nad "J" a tym bardziej dziećmi. Ale jak wiadomo w polskim systemie prawnym od postanowienia można się odwołać. "J" oczywiście odwołała się od tego postanowienia do sądu wyższej instancji i....... czekamy na wyrok.
W między czasie odbyła się kolejna rozprawa rozwodowa. Zeznawali moi rodzice, oraz "A", ja poprosiłem o zmianę mojego zabezpieczenia aby moje kontakty z dziećmi odbywały się w obecności kuratora. Pani "A" kolejny raz kłamiąc, bez żadnego oporu powiedziała że byłem "problematycznym uczniem", wszczynałem bójki w szkole, byłem agresywny i że ciągle były ze mną problemy wychowawcze... Na szczęście te kłamstwa da się obalić, powiem wam jak ale, to za chwilę. Pani sędzia na szczęście nie dala się nabrać, i zgodziła się na to aby zmienić moje zabezpieczenie kontaktów, moje terminy spotkań się nie zmieniły ale dzieci miały być mi przekazywane w obecności kuratora. Za to stawiennictwo, trzeba ekstra płacić, i tu Pani sędzia również bardzo pozytywnie postanowiła. Koszt stawiennictwa kuratora będę pokrywał ja, w przypadku jeśli dziewczynki pojadą ze mną na kontakt, natomiast jeśli moje spotkanie się nie odbędzie to ten koszt poniesie "J". Dodatkowo Pani sędzia uzasadniając to postanowienie stwierdziła że ma nadzieje iż "J" zacznie się stosować do zabezpieczenia pod naciskiem finansowym, bo to co robi ma znamiona "alienacji rodzicielskiej" - dokładnie użyła tego sformułowania.
Miałem małą nadzieję że "J" może wreszcie przemyśli ale akurat takiemu człowiekowi jak ona nikt nie jest w stanie zmienić myślenia. Oczekując na pierwszy termin zabrania dzieci w obecności kuratora, wybrałem się do mojej byłej szkoły aby obalić kłamstwa "A". Napisałem wniosek do dyrektora szkoły aby wydano mi zaświadczenie o tym czy, ja jako uczeń, byłem tematem spotkań rad pedagogicznych. Wniosek poparłem tym iż była wychowawczyni "A", zeznając pod przysięgą w sądzie, oskarża mnie o stosowanie przemocy w szkole i ciągłe problemy wychowawcze. Jakież było zdziwienie Pana dyrektora czytając mój wniosek, przecież zaświadczenie dotyczy wciąż aktywnej nauczycielki, która jest jego podwładną. Kilka dni później otrzymałem zaświadczenie.
Zachowanie klasa I - dobre
Zachowanie klasa II - dobre
Zachowanie klasa III = dobre
Nie ma żadnych wpisów z rad pedagogicznych świadczących o tym abym był obiektem rozmów między nauczycielami w związku z moim rzekomo złym zachowaniem w szkole. - Czyli Pani "A" zeznała całkowite kłamstwo. Zresztą myślę że moi koledzy/koleżanki z klasy w pełni potwierdzą zaświadczenie.
Nadszedł wreszcie dzień kiedy miałem pierwszy raz pojechać po moje dzieci i odebrać je w obecności kuratora. Po przyjedzie na miejsce, zostaliśmy nawet wpuszczeni przez "J" do środka. Dzieci nie były gotowe. Na mój widok zaczęły krzyczeć i płakać. No nie ma się co dziwić skoro tata pierwszy raz od roku mógł się z nimi zobaczyć a przez ten rok, były odpowiednio nastawiane przez matkę. Kurator stwierdził że dzieci nie są gotowe do wydania ich ojcu. Kontakt się nie odbył. Zanim nadszedł kolejny dzień moich widzeń, otrzymałem bardzo złą wiadomość. Pani sędzia rozpatrując odwołanie "J" od postanowienia sądu w Mielcu, stwierdziła że jednak w jakiś sposób stosowałem przemoc wobec "J" i nałożyła na mnie zakaz zbliżania się do "J" i domu w którym mieszka. I teraz co tu zrobić?
Mam prawomocne zabezpieczenie kontaktów z moimi dziećmi, gdzie muszę je odbierać z ich miejsca zamieszkania a z drugiej strony mam zakaz zbliżania się do domu matki. Od razu po tej informacji, zadzwoniłem do sądu w Tarnobrzegu z prostym pytaniem.
Jak zgodnie z prawem mam zabierać moje dzieci skoro nie wolno mi się zbliżyć do ich miejsca zamieszkania?? Jedna z Pań która prowadziła tą rozmowę, na moje pytanie, stwierdziła z rozbrajającą szczerością "OJEJ, CHYBA PANI SĘDZIA NIE DOCZYTAŁA AKT" i jak stwierdziła ona nie wie jak mam to zrobić.
Pojechałem normlanie pod dom jak zawsze przy kolejnym spotkaniu, nic się nie zmieniało, dzieci są mną wystraszone, kurator stwierdza że kontakt się nie odbył. Proponujemy "J" inne rozwiązania, otrzymała ode mnie 2 propozycje.
1. Nie będę zabierał dzieci, kontakt pomimo innego postanowienia. Kontakt odbędzie się w domu, w pokoju dziewczynek, ale w obecności psychologa dziecięcego i kuratora ale bez udziału matki. Znalazłem Panią psycholog która w razie zgody "J" zgodzi się na odbycie się takiego spotkania, i będzie je kontynuowała. Zobligowałem się że pokryje koszt Pani psycholog. - "J" oczywiście nie wyraziła na to zgody
2. Spotkanie z dziewczynkami odbędzie się w miejscu neutralnym, w sali zabaw, pod nadzorem matki i kuratora. Koszty pokryje ja w całości... - "J" oczywiście nadal się nie zgodziła
W miedzy czasie otrzymałem wezwanie na Policje, "J" zgłosiła na policję iż nie stosuje się do zakazu zbliżania. Wstawiłem się oczywiście na Policję w terminie przesłuchania. Zanim się ono zaczęło, dałem Pani śledczej do ręki zabezpieczenie kontaktów z moimi córeczkami. Pani śledcza po odczytaniu zabezpieczenia..... sama zadała mi jedno kluczowe pytanie.... I co teraz? Moja odpowiedź? Może Pani mi powie jak zgodnie z polskim prawem mam odbierać moje dzieci na kontakty skoro Pani sędzia (nie czytając w ogóle akt sprawy) nałożyła na mnie zakaz zbliżania się do miejsca zamieszkania "J", gdzie przebywają też dzieci. I wiecie co? Pani Śledcza nie umiała mi udzielić odpowiedzi. W tym kraju nikt nie umie udzielić odpowiedzi na takie pytanie bo zabezpieczenie wyklucza postanowienie i na odwrót. Taki mały casus prawny.
Otrzymałem informację z sądu że zakaz zostanie ominięty przez udział kuratora. Od tego czasu, przez prawie 2 miesiące jeździłem po dziewczynki, zatrzymywałem się na początku ulicy, czekałem na kuratora aż dojedzie. Kurator wchodził do domu, zamienił kilka słów z "J" i wychodził z informacją że dzieci.... nie chcą do Pana iść. Zgodnie z wydanym zabezpieczeniem, matka miała obowiązek nie tyle tylko ubrać dzieci i pokazać że są ubrane i w teorii gotowe do odbycia kontaktu z tatą. Miała obowiązek również przekonać dzieci do tego aby chciały iść do taty. Tak zostało skonstruowane zabezpieczenie przez Panią sędzię. Nie można było liczyć na to że po roku zamkniętych drzwi, i przekonywania dzieci że ojciec jest najgorszym człowiekiem na świecie, w ciągu kilku dni przekona dzieci do zmiany zdania które im narzuciła. Dwa miesiące przyjazdów, dwa miesiące nadal stracone. Udział kuratora w zasadzie nie dał zupełnie nic. Poza tym że matka musiała pokryć koszty jego przyjazdów. Ale jak się dostaje 3000PLN alimentów, zarabia się w szkole jako nauczyciel, zbiera się 3 razy 800plus i mieszka z mamusią która partycypuje w kosztach życia to co to dla matki za koszty...
WPIS WYKONANY 28.05.2026
Po zakończeniu udziału kuratora w spotkaniach z dziećmi, musiałem zacząć pojawiać się znów sam. Jak napisałem wcześniej, nadal mam aktywny zakaz zbliżania się do miejsca zamieszkania "J", co mi więc pozostało? Pojawianie się na początku ulicy i proszenie o to aby ktoś, przecież nie "J", przyprowadził mi dzieci. Jasne było że to się nigdy nie wydarzy. Moja mama zaproponowała że pojedzie ze mną i pójdzie po dzieci. Nagraliśmy oczywiście całe zajście.
Moja mam dotarła pod drzwi, zapukała, drzwi otworzyła "J". Moja mama nie widziała dziewczynek ale mimo to "J" stwierdziła że dzieci są gotowe ale nie chcą nigdzie iść. "J" zaczęła wypytywać moją mamę o daty urodzin dzieci albo o to która z nich jest starsza.... Oczywiście mama znała wszystkie odpowiedzi. Bez sensu aby ktoś ze mną jeździł, przecież to i tak nic nie zmieni. Tak minęła cała zima, zaczęła się powoli wiosna... Nadal bez żadnych zmian.. Sądy milczą, brak jakiegokolwiek terminu rozprawy rozwodowej, brak jakiejkolwiek reakcji ze strony którejś z instytucji które powinny stać na straży dobra dzieci, a matka ma gdzieś postanowienia sądowe. Nikt nie może jej nic zrobić a największą krzywdę wyrządza ona dzieciom.
W związku z tym że nikt nie może nic zrobić postanowiliśmy z rodzicami złożyć zawiadomienie do prokuratury w Mielcu. Ja jako ojciec zgłosiłem stosowanie przemocy psychicznej nade mną oraz nad dziećmi. W związku z tym że nie mają one kontaktu z ojcem poprzez niestosowanie się matki do wyroków sądu. Rodzice złożyli zawiadomienie dokładnie z tych samych artykułów kodeksu karnego. I czekamy... po kilku tygodniach przychodzi pismo z prokuratury.... oba zawiadomienia idą do umorzenia... bo jak stwierdziło 2 różnych prokuratorów... niska szkodliwość społeczna czynu.. No jakże, przecież psychiczne znęcanie się nad dziećmi, rodzicem i dziadkami to nie przestępstwo. A wiecie co ja myślę??? W tym przypadku prokuratorzy są po prostu LENIAMI. Siedzą w swoich biurach za nasze pieniądze i najlepiej nic nie robić. Po co?, przecież czy wykonuje swoje obowiązki czy nie to wyplata się prokuratorowi należy. W tych przypadkach przecież musieliby wykazać się choć odrobiną zaangażowania, ściągać akta, wzywać na przesłuchania, ale komu by się chciało. Lepiej nie zrobić nic...przecież za nie wszczęcie postępowania nikt mnie nie zwolni, niczego mi nie zabiorą a kim że jest zwykły obywatel? Przeszkadza Państwu prokuratorom w odpoczywaniu w pracy. No mamy też możliwość odwołania od tej decyzji i oczywiście to zrobiliśmy. I teraz poczytajcie jak działa kodeks karny, cywilny, rodzinny. Właściwie może bardziej stosownym było by napisanie, NIE DZIAŁA.
Odwołanie od decyzji prokuratora idzie zawsze do sądu. Ustalono dwa terminy rozpraw odwoławczych. Pierwszą będą mieli dziadkowie, tydzień później ja. Do obu odwołań zostali przydzieleni różni sędziowie.
Najpierw dziadkowie, Pan sędzia po rozpoznaniu na rozprawie, stwierdza że prokuratura nie wystraczająco przyglądnęła się zawiadomieniu i nakazał ponowne rozpatrzenie zawiadomienia. Mamy mały sukces, może coś się ruszy.... ale tydzień później ja mam rozprawę. Pamiętacie? Dwa takie same zawiadomienia, dwa takie same artykuły kodeksu karnego, dwoje różnych poszkodowanych przez ta samą osobę w takich samych okolicznościach. I co stwierdza sędzia na mojej rozprawie? Prokuratura zrobiła wszystko dobrze. Nie ma żadnej podstawy aby zaangażować kolejny raz "biednych" prokuratorów do pracy. Odrzucam zażalenie na decyzję prokuratury. Jak widzicie na tym przykładzie, nie ma znaczenia co jest zapisane w jakimkolwiek kodeksie. Istotne jest tylko to "KTO" siedzi na sali rozpraw w todze i jakie ma prywatne zdanie na temat danej sprawy. W tym kraju nie ma czegoś takiego jak prawo, jest tylko i wyłącznie zdanie sędziego. A sędzia będzie wiedział jak napisać potem uzasadnienie aby wskazać że jego zdanie jest najważniejsze.
Tak na marginesie kończąc wątek rodziców, pomimo nakazu sądowego do ponownego rozpatrzenia zawiadomienia, prokuratura... umorzyła... i nic się nie zmieni.
DALSZY CIĄG 28.05.2026
Ostatnimi czasy dowiedziałem się od Policji iż rzekomo podrzucam "J" na podwórko zdechłe ptaki, że wrzuciłem jej sznurek do skrzynki na listy... ale dziwnym trafem w dniach kiedy rzekomo na podwórku pojawiły się ptaki i rzekomy sznurek, w około domu nie działały kamery, a przecież monitorują otoczenie 24h na dobę. "J" nie cofnie się przed wymyśleniem najdziwniejszych oskarżeń, nikt nie wie tylko co chciała by tym osiągnąć. Dodam jeszcze że dowiedziałem się że "J" wynajmowała kobiety które miały do mnie wypisywać aby uzyskać jakiś dowód na to że ją zdradzałem. Napiszę nawet więcej, mam screeny rozmów jednej z tych Pań w których jest jasno wskazane przez "J" w jakim celu jej zapłaci. Wygląda na to że Pani "J" ma naprawdę dużo pieniążków skoro stać ją na to aby wynajmować "testerki wierności". Nie dawno dowiedziałem się też o tym iż nachodzę ją w nocy, ale wtedy też kamery nie działają. Wiem że Pani "J" czyta też tego Bloga, mam nadzieję że osoby które dały się jej nabrać też. Od razu wszystkim Wam mówię że nie mam nikomu za złe że dał się w to wszystko wmieszać. Wiem jaką doskonałą manipulatorką jest "J" i jak świetnie potrafi okręcić sobie kogoś wokół palca. Sam w tym byłem przez 6 lat.
Wracając jeszcze do naszego "idealnego" systemu prawnego. Dzięki grupom w mediach społecznościowych dowiedziałem się że istnieje prawna możliwość zniesienia zakazu zbliżania się do miejsca zamieszkania "J" wiec oczywiście wykorzystałem tą drogę. Niestety ale Pan sędzia stwierdził na rozprawie że nie zmieni postanowienia sądu w Tarnobrzegu bo ja za szybko złożyłem ten wniosek i w jego ocenie nie nastąpiła żadna zmiana sytuacji mojej i moich dzieci w związku z wydanym postanowieniem sądu w Tarnobrzegu. Co więcej w uzasadnieniu Pan sędzia stwierdził że w dniach i godzinach kiedy mam odbyć kontakt z moimi dziećmi i mam je odebrać od matki, to zakaz nie obowiązuje. Jeśli czyta to ktoś kto zawodowo zajmuje się prawem to doskonale wie że takie stwierdzenie powinno się pojawić w postanowieniu sędziego a nie w uzasadnieniu postanowienia. Kiedy zacząłem się zderzać z polskim systemem prawnym, to zacząłem stwierdzać że aby być prokuratorem czy sędzią wcale nie musisz mieć odrobiny logiki w myśleniu, nie musisz być jakoś mega inteligentny. W większości przypadków musisz mieć tylko odpowiedni plecy które Cię przepchną przez odpowiednie szczeble kariery i jak osiągniesz status jaki chcesz to zaczynasz tracić kontakt z rzeczywistością choć pewnie tego kontaktu z rzeczywistością nigdy nie było bo większość tych urzędników państwowych osiągnęło swój status dzięki najbliższej rodzinie która już od dawna żyje poza rzeczywistością zwykłego człowieka. Nie dotyczy się to wszystkich sędziów czy prokuratorów, ale pewnie większości.
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador